• Wpisów:32
  • Średnio co: 24 dni
  • Ostatni wpis:7 dni temu
  • Licznik odwiedzin:3 960 / 818 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ostatnio szczególnie rzadko tu jestem, nic dziwnego, że potraciłam obserwujących. Bezsensem jest się dziwić, smucić czy w jakikolwiek sposób przejmować. Tak sobie teraz leżę i myślę, że nasze powroty nie zawsze powinny być majestatyczne. Wielkie wejście nie czyni nas kimś choć przy pierwszych spotkaniach warto postawić właśnie na tę kartę. Poznałam zdecydowanie zbyt mało ludzi w bieżącym miesiącu. W tej czynności jestem naprawdę niezła, ostatnio niestety trochę przygasłam w tej sferze. Narazie staram się zachować przy sobie zarówno starych i nowych znajomych, utrzymywać się w czołówce studentów by dostać stypendium, być dobrym pracownikiem (i narazie się nie zwalniać) i co zapewne bardziej interesujące, schudnąć. Od początku studiów jest mnie mniej o 6 kilo. Chce osiągnąć pierwszy cel do końca bieżącego roku. Jest wymagający więc sama do końca nie wiem czy mi się uda (tym razem poprzeczka jest dużo wyżej). Moje zniknięcie z tego forum mogę wyjaśnić jedynie tym, że anoreksja w trakcie intensywnej terapii ewoluowała z powrotem do ostrej wersji bulimii, moje przytycie również było skrajne. Znajomi prawie tego nie zauważyli, a raczej nieudolnie starali się mi to wmówić. Ale dzięki temu doszło do mnie, że teraz jest mi łatwiej, bo im więcej będę ważyć tym prościej można gubić zbędne kg. Żeby nie było, dzisiejszy tekst nie ma być pozytywnym wpisem o głębokim zrozumieniu swoich błędów z przeszłości. To nigdy nie były błędy. W każdym momencie swojego życia staramy się postępować tak, żeby było jak najlepiej dla nas lub dla kogoś na kim w danym momencie nam zależy. Nie uważam bym zrobiła coś źle. Faktem jest, że nie było pojedynczego dnia od 2011 żebym nie była na jakiejś diecie, w trakcie przechodzenia jakiejś formy restrykcji. Ale nie jestem w stanie nic z tym zrobić, po co się więc tym przejmować?
Planuję tu wrócić, nie liczę na gorące powitania, w końcu wrócił syn marnotrawny. Może nawet dziś dodam coś jeszcze, teraz po prostu spieszy mi się do pracy.











  • awatar dazegardener: Milo, że tez wróciłaś @wyrd: dzięki, trzymać się będę, postaram się, żeby blog trochę odżył
  • awatar wyrd: Też wróciłam. Smutne ile blogów powymierało. Trzymaj się tam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Mijam stacje. Dzień mruży powieki. Mija dziewiąta, słońce schodzi ze sceny, jeziorna woda marszczy się. Opuszczam stolicę. Bruk przystanków staje się chłodniejszy, cień stalowych lamp wydłuża się. Na niebie niknie purpura, zza burego puchu wychodzą różowe smugi.

Wagon piętnasty, miejsce 95. Mężczyzna z dwudniowym zarostem pomaga mi, wrzuca walizkę na metal barierek. Uśmiecha się. Przy drzwiach siedzi farbowana blondynka z delikatnym ciemnym odrostem, w ciemnościach przedziału nie potrafię rozpoznać ich barwy. Usilnie próbuje pokazać, że obserwuje wszystkich. Od góry do dołu, z dołu do góry ..i z powrotem. Tak bardzo stara się ujawniać ze swojej strony dominację, że sama zaczynam zastanawiać się "czemu". Doszczętna obserwacja z pewnością dla wielu jest stresująca, może to ma na celu. Może stara się zrozumieć przez wygląd drugiego człowieka choć część jego charakteru. Możliwe, że ocenianie innych to ważna część jej dnia. Po jej prawej siedzi trzydziesto kilku latka wyraźnie niepewna w dzisiejszej sytuacji. Jest zmęczona. Ma skrzyżowane nogi w opuchniętych kostkach i ręce w łokciach oraz luźno spuszczone dłonie. Jest potężna. Zajmuje cały fotel w pociągu i ma drugi podbródek. Dzisiejszy przejazd pociągiem nie jest dla niej czymś codziennym, zwyczajnym. Z pewnością nie jest jej wygodnie i komfortowo. Robi to dla syna siedzącego naprzeciw mnie wpatrzonego w ekran telefonu. Co chwilę zerka na mnie z ciekawością obserwując co robię. Nie zdaje sobie sprawy, że go widzę. Gra w jakąś grę.
Kuźwa. Zdrętwiały mi palce.
Podróż należy do przyjemnych, pasażerowie siedzą w ciszy. Okno jest w pełni otwarte mimo iż pociąg pędzi jak oszalały. Wiatr koi rozgrzane myśli, wybrakowane miesięcznym wyjazdem wyrazy wracają do mojego słownika.
Obawiam się powrotu. Boję się, że przytyłam cały tłuszcz, który schudłam. Zważyć mogę się dopiero rano. Przed jutrzejszym dentystą na 14 pójdę na siłownię. Postarał się być tam przez 3 godziny. W Tajlandii przecież ćwiczyłam i rozciągałam się, w Portugalii chodziłam dziennie po 20 km, w "leniwe" dnie po 11. Mieszkałyśmy na siedmiu wzgórzach, przy Alfamie, w Lizbonie. Idealny kraj na wyrobienie tyłka. Są tam tylko schody i wzgórza. Jeśli nie wiesz gdzie iść, idź w górę, a dojdziesz gdzie chciałeś. Zabawnie to brzmi a jeszcze śmieszniejszym jest fakt, ze to prawda. I tak moglam sporo przytyć.
Jakaś dziewczyna napisała do mnie na privie, że choć mnie nie zna uwielbia mojego snapa, mój instagram jest inspirujący i czy możemy się spotkać skoro teoretycznie jesteśmy z jednego miasta.
No co jest.. Znów zdrętwiały.
Chcę spotkać się z K przed Jego wyjazdem zagranicę w poszukiwaniu pracy oraz moim na biwak i wooda. Czerwień świateł słupów stabilnie stojących na polu pulsuje przypominając tym ruch holtera. Bada EKG nocy.
Czy ktoś z Was zdaje sobie sprawę, z tego co dzieje się w Polsce? Pytam z pełną odpowiedzialnością za to pytanie. Nie wiem skąd jesteście, czy interesujecie się ustrojem, czy stoicie murem za politykami którejś partii. Nie wiem nawet czy to mnie w ogóle i interesuje. Po prostu.. czuję od rana kompletną bezsilność. Czy naprawdę chcemy utraty trój-podzielności władzy? Czy chcemy wrócić do układów za pokolenia lat 60' i 70' ? W porządku.. społeczeństwo często boi się wyrażać swoje poglądy polityczne szczególnie kiedy nie wie co je czeka, bądź co gorsza, nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia jakie na nie czycha. Czemu ja poruszałam taki temat.. Nie wiem nawet czy ktokolwiek zagląda na mojego bloga. Przy poprzednim poście - cisza. Momentami to przykre pisać do samej siebie, ale dopóki działa jako pamiętnik, (nawet taki, którego używa się raz na miesiąc) ,to wiem, że powinnam go kontynuować.
Cóż. Wydrukowano moją pierwszą książkę. Egzemplarzy niewiele, prywatny wydruk z okazji urodzin przyjaciółki. Tak, napisałam jej na urodziny powieść z nią w roli głównej w alternatywnej przyszłości jakiej nikomu nie życzę. Ten prezent ciężko będzie przebić pod względem włożonej w niego pracy.
Ziewam. Kleją mi się oczy. Mija dziesiąta dwadzieścia dziewięć. Mrużę powieki. Koncentracja schodzi ze sceny, czoło marszczy się. Opuszczam stadium świadomości. Przedział przeszył wieczorny wiatr. Do rodzinnego miasta mam dojechać planowo minutę przed północą. Czy tak będzie?
Po co ja zadaję te wszystkie pytania?











 

 
Jestem z siebie ... zacznijmy jednakże od początku. Minęły dwa tygodnie restrykcji za granicą. I patrząc na to z boku, osiągnęłam więcej niż planowałam, a wyszlo to naturalnie i całkowicie "niechcący". Jedna przemiana wynika z drugiej, ale nawzajem rozpędzają się w niespodziewanym tempie. Dopiero co muśnięty palcem pojedynczy klocek domino spadł na kolejny, stojący tuż za nim. Sąsiad przewrócił się również.

Domino pierwsze: drastycznie zmniejszył mi się żołądek, pierwszy raz od ponad roku jestem w stanie najeść się małą porcyjką. Psychicznie chce więcej, ale fizycznie nie mieszczę.
Domino drugie: Praktycznie pozbyłam się napadów. Porównując to z codziennymi atakami na lodówkę sprzed wyjazdu nie jestem w stanie zjeść dużego posiłku. Wiele produktów zaczyna mnie odrzucać i brzydzić, tracę na nie apetyt.
Domino trzecie: wprowadziłam regularnie ćwiczenia rozciągające i na spalanie tłuszczyku. Jestem w lepszej formie.
Domino czwarte: schudłam 3,5 kg. Trwało to 14 dni. Patrząc na to ile w trakcie całej podróży kosztowało mnie to zawziętości, poświęcenia i samodyscypliny jestem z siebie ...
wybitnie nie zadowolona.

Jednak nawet nezadowolona sylwetka musi podnieść ciało z materaca, zmienić plany w działania i pamiętać jedno.
Zaniedbany Ja to wciąż Ja. Czy chce by inni tak mnie odbierali?

Zdjęcia są moje.






























 

 

Pierwszy raz od dawien dawna nie zrobiłam żadnej spośród rzeczy z poniższej listy:

1) napad obżarstwa
2) wymiotowanie
3) użycie przeczyszczających
...
Ani jednej. Boże.
Poczułam się właśnie niesamowicie silna.

Bilans:

3 litry czystej wody ~ 0 kcal
1,5 litra herbaty słodzonej ~ 150-200 kcal (na oko..wolę zawyżyć)

Aktywność: [*]

aktywność mierna, bo jedynie krótki wieczorny spacer, cały dzień leżałam zapisując organizację wyjazdu, rozplanowując to tak by było jak najlepiej. Mam nadzieję, że to ucieszy moje "pięcioraczki".

źródło Wikipedia

"Trzymanie kciuków – jeden z niemających podstaw racjonalnych przesądów lub zwrot grzecznościowy wyrażający się słowami Trzymam kciuki!. Jako przesąd odwołuje się do sił, które najprawdopodobniej nie są w stanie zmienić wydarzeń. Deklarująca trzymanie kciuków osoba nie posiada wówczas innej możliwości wpłynięcia na rozwój przypadków poza wiarę w moc nadprzyrodzoną. Z kolei jako formułka grzecznościowa trzymanie kciuków występuje podczas komunikacji międzyludzkiej zamiast życzeń powodzenia, wyraża wówczas chęć utrzymania szczęścia dla innej osoby.

Przesąd trzymania kciuków wywodzi się ze starożytności. Dla wojownika kciuk był ważny, ponieważ bez niego nie był w stanie utrzymać broni. Trzymanie kciuków było więc gestem ochronnym. Zwyczaj upowszechnił się najpierw wśród Niemców. "


..nie powiem, że nie jest to ciekawy przesąd





 

 
Cześć. Czuje pewien dyskomfort wracając po takim okresie czasu. Mimo to... witajcie kwiatuszki.

Wyjeżdżam.
Wyjeżdżam wpierw do Tajlandii, później do Portugalii.

Powiem wprost. Gdy oficjalnie się zdeklaruję wiem, że będę przestrzegać wcześniej wyznaczonego planu, wytyczonej ścieżki.
Cel: powrócić do figury (co najwyżej) Twiggy; wtedy wyglądałam naprawdę znośnie. Nawet wymiary miałam zbliżone (później byłam od niej dużo chudsza).

Sposób by to osiągnąć:
1) do wyjazdu (24.06) lżejsza wersja głodówki - będę pozwalać sobie (prócz rzecz jasna wody) na czarną kawę i chai tea latte na mleku sojowym (ew. mleku 0,5%, w starbucksie nie mają "zera"
2) pić co najmniej 3 litry wody
3) wprowadzić spowrotem długie spacery (nie codzienne 7km, ale np 10 czy 15 dziennie, to nie takie trudne mieszkając w wielkim mieście i posiadając dwie sprawne nogi) i jakieś biegi albo taniec czy ćwiczenia z yt.

To wszystko ma spowodować jedno. Wyleczenie, odbicie.. odskocznie od mojego ciężkiego nawrotu bulimii (typ dość obrzydliwy = kibelek i przeczyszczacze). O ile anoreksja silnie i dość szybko się u mnie rozwijała to nie wprowadziła aż takich szkód, nie niszczyła planów, nie powodowała tego, że szukałam wymówki by zostać w domu i napchać się "do pożygu". Taka prawda. Bulimia pastwi się nad człowiekiem. Męczy próbując nas o czymś uzmysłowić. Problemem jest to, że może i czasem powodem jest słaba samoocena, jednakże w wielu przypadkach zupełnie mija się to z prawdą. To rozmowa na dłuższą chwilę więc zajmę się tym innego dnia.

Po drodze okazało się, że się odkochałam. Dziwne uczucie. Specyficzne(?) nie wiem nawet jak mam to wyrazić. To była moja pierwsza prawdziwa miłość.. Już nie dziecinne zauroczenie. Najśmieszniejsze w całej sytuacji jest to, że mój "obiekt westchnień" ..cóż.. może i się domyślał, ale .. coraz bardziej nie chce mi się wierzyć w tę wersję wydarzeń. Zapewne przeszło mu to przez głowę, to jest wręcz pewne, aczkolwiek.. mógł równie dobrze po prostu nie wiedzieć..
a ja się głupia rozwodziłam godzinę nad Jego nosem. Tak. Nosem. Ale ale. Byłam pijana. Pijanym wiele się odpuszcza.
Po drodze okazało się, że świetnie całuję. I że dobrze mi w lokach. A! I że całowanie z przyjacielem później może doprowadzić do dyskomfortowych rozmów.
Zbyt wiele na dziś.

Mam słomiany zapał i charakter kota więc nie wiem czy będę systemaczyczna w zapisywaniu tu bilansów, ale Wasza pomoc naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Myślę, że zdajecie sobie sprawę z tego, jakich uczuć doświadcza autor tekstu, nawet krótkiego, o błahym temacie przewodnim, kiedy widzi, że ktoś czyta i "odpisuje" na jego krótki monolog.
Z góry przepraszam za język jakim się tu posługuję. Wolę artystyczne formy a ta jest ..co najmniej żałosna.

Następne wpisy będą bardziej przemyślane, przynajmniej formą.










  • awatar deformacja: Trzymam kciuki za ciebie, za to, żebyś odepchnęła bulimię na zawsze od siebie. Dasz radę :)
  • awatar dazegardener: Dziękuję. Naprawdę dzięki za wsparcie @Eteryczna . Dziś jak to już opisałam wcześniej pierwszy dzień głodówki więc kończę pierwszy litr wody. Cokolwiek żeby nie iść do kuchni. Takie pisanie niesamowicie pomaga w utrzymaniu samodyscypliny. No i typowo, najgorsze są pierwsze 3 -5 dni, później z górki.
  • awatar Eteryczna ♣: Bulimia... Najpodlejsza z chorób, używająca najbardziej podłych sztuczek. Walcz z tym. Mocno trzymam kciuki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Na moim boku leży zarzucona męska ręka. Łagodnie przejeżdżam po długich, delikatnych palcach tworząc lekkie posuwiste ruchy to w dół to w górę. Raz w stronę paznokci, raz w stronę przedramienia, rozgrzanej klatki piersiowej i w końcu... serca. Dotykiem otaczam puls. Bum bum, bum bum bum bum bum bum.. rytmicznie wybija melodię nocnej monotonii. Nie przyspiesza jak wcześniej, podczas gdy przejeżdżałam opuszkami po Jego plecach. Oddech pozostaje głęboki, co kilka chwil zdaje się przerywać by stworzyć kolejny powód moich zmartwień. Jednak po krótkiej chwili czuje przyjemny ciepły wydech pieszczący moje ucho. Wszytko jest w porządku. Wszystko gra.

Gdy mnie tak otula jest mi naprawdę ciepło, jest inaczej niż zwykle. Niż codziennie [...]
On też tak o sobie mówił. Ma problemy z krążeniem. Jednak będąc ze mną to on narzeka na chłód moich stóp. Żartuje sobie pod nosem, że "kto ma zimne stopy jest dobry w łóżku"... Ja o tym wiem, jestem wręcz tego pewna. Wystarczy grać rolę jakiej oczekują Jego oczy.


W uszach rozbrzmiewa mi pt.2 Kanyego, umiem całość. Od niedawna. Fakt, że ktoś coś potrafi utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że "też jestem w stanie to zrobić". Zazwyczaj wtedy to robię. Potem wpadam w monotonię opanowując umiejętność. Znajduję coś innego. Krąg się zatacza.

Nie otacza mnie ciemność lecz światło migoczących lamp zza framugi okna. Nie zezwalają na sen. To byłoby zbyt proste. Ogarnia mnie wszechobecna melancholia. Zaciągam zaczerwienionym nosem.. trę napuchnięte oko. Nawet leżąc kręci mi się w głowie. Chce snu. Potrzebuję snu.
Ale On pracuje na nocną zmianę.
Inny On.

Jego poprzednik się rozmył a ja czekam wpatrzona w ekran telefonu. Rozmywają się palce, przedramię, rozgrzana klatka piersiowa, w końcu - serce. Nic nie wybija znanej mi melodii bum bum bum bum bum bum...
Dla pewności delikatnie dotykam materaca. I czuję tylko materac. Tylko. Materac. Nie ma w nim tego ciepła. Dla pewności delikatnie dotykam ...czoła. "Nie, jest w porządku. Wszystko gra." Przykrywam dłonią oczy. Słyszę swój głęboki wydech.
Jestem tu sama.





Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
W tramwaju ciezko wytrzymać.
Wysiadam przystanek wcześniej. Jeszcze zza okna wpatruje sie we mnie on. Nie widzę w tym nic złego.

W powietrzu unoszą się mleczne obloki oddechow. Mijam starszą kobietę w kremowym płaszczu, futrzanym szaliku.
Chlopak przede mną łapczywie dogryza suchą bułkę. Jak Jaś zostawia za sobą okruszki.
[...]

Przestaję ruszać nogami. Nie idę. Stoję. Głęboki wdech mroźnego powietrza tworzy harmonię miedzy naturą a moim ciałem. Teraz otacza mnie tylko gęsta burzowa chmura. Prosto z płuc. Zapowiadali opady. Nie pamiętam już tylko czy śniegu czy deszczu.

.. przypominam sobie, co robić miałam, co robić mam, co robić miała będę.. po co to wszystko, te wyimaginowane obowiązki.






 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
"Myślę tylko o tym aby wyrwać sie z lekcji... Nie pasuję tutaj."
Patrzę zamglonymi oczyma nie do końca chcąc widzieć zastaną przezeń rzeczywistość.

Czasem bywają dni , w które naprawdę chciałabym być niesłuchana, jednak gdy zabieram głos cała klasa cichnie, a ich oczy zwracają się ku mnie.

Wówczas nadeszły ferie.

Jeszcze kilka dni temu zastanawiałam się czemu z powrotem wróciłam do palenia. A raczej... Co spowodowało jego przerwanie. To, że jestem uzależniona, co zreszta jest nieprawdą - nie potwierdzę.

Czasem mam po prostu ochotę pomysleć otoczona oparami dymu. Czuje się jakbym tworzyła chmury. Wzniosłe uczucie. Zatrzymuje się wówczas na długim moście wiszącym nad moją małą "przepaścią" prowadzącym ku mej szkole, granaty i fiolety podniebnych przestworzy zmieniają się w bladoróżowe puchy wykorzystywane jako poduszki do anielskich koszmarów i snów.
Ciekawe czy miewają koszmary.
Ciekawe czy ... są.

Kilka dni pózniej przeszłam 25 km z psem. Uczciwie mówiąc, "niechcący". Zgubiłam się błądząc gdzieś w swoim mieście, tam gdzie jeszcze dotąd nikt mnie nigdy nie zastał.

Pojechałam na sztukę do Wawy. Całkiem znośna. Teatr, szczególnie musicale to mój żywioł, dlatego też mogłam dopatrzeć się kilku niedociągnięć ...
Ale ok.

Namęczyłam się tam. Jem jesz je jemy jedzą ... Czasem zdaje mi się, że to regułka powtarzana i odtwarzana przez kolejne pokolenia. Ci, którzy się jej nie stosują skończą w czymś pozornie błahym jednak pod każdym pozorem diabelskim, piekle ludzkim.

Pomimo tego... Waga z dziś (wyjątkowo wieczór, nie rano) ~41,9 kg

Ciekawe co przyniesie jutro.

Bilans :

Paręnaście kopiko ... - byłam na hali z ojczulkiem i tyle nakupowaliśmy pyszności. Uwielbiam z nim zakupy. ♡
... i dwa łyki wody.

Aktywność ( co ostatnio u mnie niespotykane ) :

* Miley Cyrus workout - sexy legs
* Miranda Kerr workout

Moja terapeutka jest dziwna. Może tak musi być... Pójdę szybciej spać.
Przestanę o niej myśleć.
...
Gdyby to było takie proste.


Kurde, ręka mi zdrętwiała.




Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

wracam.

Tak. Czas teraźniejszy. Cały czas. Wracam. Wracam cały czas. Ciekawe czy uda mi się wrócić...

"Czasami w tej ucieczce przed samym sobą doganiała mnie noc."

Przerwałam jakiś czas temu abc. Nie miałam napadu. To ... uwierzcie mi, nie to. Kłamać nie będę. Myślałam, że waga skoczy ~ jak Biały Królik do nory będącej wrotami do Krainy Czarów - pośpiesznie tylko zerkając na zegarek i zupełnie nie zwracając uwagi na płynącą rzeczywistość. Otóż nie. Najpierw schudłam do 42,6. Potem wróciła mi woda. Ale na obecną chwilę ważę ok 43.

Oficjalnie nie byłam aktywna w sieci. Nieoficjalnie sprawa układała się nieco inaczej.
Czytałam wpisy. Próbowałam zrozumieć sens poszczególnych słów. Wdrożyć się w Waszą rzeczywistość niekoniecznie ją komentując.
Po prostu czuć.
Po prostu być.

"Czystej krwi polski romantyk, co to wiecznie szuka czegoś poza rzeczywistością (…)"

[*] dla mojego podejścia.
Muszę jak najszybciej dojść do 40 i to utrzymać. Mieć z głowy. Ale co ? Zacząć. Znowu zacząć. Nawet kuźwa nie wiem na dobrą sprawę co zacząć.

"Lalka". Szczerze? Utożsami(ł)am się z głównym bohaterem. Wpad(ł)am w stan melancholii.
To jedno z lepiej przedstawionych realiów w powieści. Autentyczność bohaterów.
Z dnia na dzień czuję, że coraz bardziej nie pasuję do zastanej rzeczywistości, że doprowadzę się do obłędu. Przeczuwam, że "Lalka" jest tylko odzwierciedleniem mojego własnego życia, czasu.

Jestem pozytywistą w czynach.
Romantykiem w czuciu.

"We mnie jest dwu ludzi (…) jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat. Który zaś zwycięży?"








Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
0/0 kcal
więc dzień 17 dietki abc uznaje za zaliczony.
Byłam w szkole. Jakoś... Zaczęło mi się "nawet nawet" układać z ludźmi ( ~ nie żebym wcześniej miała z tym jakieś wielkie problemy, po prostu szybko się nimi nudzę) , w sumie dawnoś my się nie widzieli.
"Ale" ...
Gdzieś głęboko, podświadomie unikam szkoły. Unikam ludzi.
Unikam.
Żyje we własnej rzeczywistości i zaczynam zastanawiać się czy jest prawdziwa. Jeśli nie to czyja jest? Czym zasłużyła sobie na to miano?

Jestem głodna lecz nie od tego czuje dyskomfort w brzusiu.

Wszyscy na których towarzystwie zależy mi ~ rozmawiali dziś ze mną. Prócz jednej jedynej osoby, o której rozpowiadam się jak tylko sobie popiję, myślę podczas wypalania kolejnego papierosa.
Patrzył na mnie, mijał takim nieznanym mi wzrokiem. Niespotykanym dotychczas w Jego oczach.

Jest mi przykro. Tak po prostu.




  • awatar Ace: Mam nadzieję, że poczujesz się lepiej... piękny bilans.
  • awatar Fakisu: A myślałaś, że ile mam?
  • awatar Fakisu: Ja jej sobie nie wybierałam. To nic. Po prostu to przykre. Nie. Najmniej ważyłam 45 kg lecz było to dawno temu może miałam 14 lat jednak wtedy byłam zdrowa. Po tym zaczęły się zaburzenia o. i waga była na granicy 50 ileś kg. Gdy weszłam w bulimię zaczęłam nagle chudnąć i ważyłam 48 kg a to było gdzieś rok temu więc tak naprawdę 48 uznaję za wagę najniższą do tej pory.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Jest jak się tego spodziewałam. Nie przytyłam ani grama. Czuje się z tym dobrze. Nieco gorzej ma się sprawa z moim zdrowiem, bo chyba faktycznie organizm mi się zbuntował i nawet tego nie zauważyłam.
~ poranek blond księżniczki ~
Mama przyszła ze stoperanem czy innym syfem. Włożyłam pod język i trzymałam aż wyszła. Pozwoliła mi zostać w domu. Wyglądałam upiornie, nie spałam całą noc. Tabletki wyplułam pod poduszkę, przykryłam głowę białą kołderką, zasnęłam. Obudził mnie kot chcąc wyżreć stoperan spod poduszki... Tego bym nie chciała.

Wygramoliłam się.
Chciałam dziś grzecznie zjeść swoje buraczki (~ odmierzone 70 kcal) na ciepło, popić herbatką. Miało być cudnie.
Puściłam pawia. Ni z tego ni z owego.
Wirus.
Sexi.
...
Potem, po długim, zimowym spacerze z psem (- 300 kcal) podjęłam się drugiej próby przełknięcia czegoś, bo byłam przeczyszczona górą i dołem, ale sam widok otwartej lodówki skończył się ponowną wizytą w kiblu (a nawet nic nie ruszyłam). No i do teraz mnie czyści. Toaletka musi mnie dziś kochać.

Wieczorkiem po wizycie u psycholożki wypiłam herbatkę na słodko ~ i aż mnie mdli.
Nie wiem jak liczyć kalorie. Nawet sumując wszystko co przeszło dziś przez mój układ pokarmowy w sumie nie byłoby równe 200 kcal. Ok.
Jutro zero. Brzusio odpocznie. Czuje, ze on tego naprawdę potrzebuje. Ja chyba też.

Zauważyłam, ze psycholożka trochę mniej mnie wkurza.







Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Spierdoliłam. ♡



Jutro zobaczę efekty. Chyba kupie bisacodyl lub dulcobis.
Może nie spieprzyłam tak mocno, bo wszystko do tego momentu było w porzadku. Śniadanie ominęłam pięknie (wprawiłam się w to cudnie), wylądowało w małym woreczku. Poszłam na półtora-godzinny spacer z psem, po drodze musiałam dwa razy usiąść, myslalam, ze zemdleje. Świat wciaz sie kreci, a moj kręcił sie jeszcze bardziej. Ławka okazała sie naprawde świetnym pomysłem. Jakas biegająca parka mnie wyśmiała... Będąc szczerą ~ miec ich w dupie.
Poza tym, jestem od nich chudsza.

Za sekunde musze iść do apteki. Boje sie przytycia. Choc wiem jedno. Wiem, ze nie przytyje.

Potem wrocilam i pierwszy raz od dawna byłam szczęśliwa, ze moge cos zjesc. Pięknie to zaplanowałam, zjadłam brukselkę i buraczki, odliczone ~ razem 180 kcal.
Podczas popołudnia tata poczęstował mnie Lindtem (moim ukochanym ~ z białej czeksy), pozwoliłam sobie na jedno choc jem w 95% wegańsko. Nawet nie mam parcia na słodkie. Jednak mogłam jedno zjesc, kalorycznie wszystko sie zgadzało. I to był błąd.
Wrocilam do pokoju i moje oczy ujrzały prezenty świąteczne. Zaczęło sie.

Moze przesadzam.
Mimo, ze przekroczyłam limit dzienny o 78kcal czuje sie upiornie.
I waśnie za karę pożarłem 6 tabletek bisacodyl. Ojej, w nocy bedzie sie działo. Moze uda mi sie jutro ominąć szkołę.
Módlmy sie.
Akurat trafiłam z tematem.

Wygrałam. Siedzę w toalecie podczas wizyty księdza. No... Tego jeszcze nie było. Sympatycznie go przyjmuję.


"Kara – bodźce wywołujące ból lub inne nieprzyjemne odczucia mające w efekcie spowodować to, że karana jednostka dostosuje się do wymogów i zależnie od sytuacji przestanie wykonywać lub znacznie ograniczy społecznie niepożądane czynności albo będzie wykonywać czynności pożądane. [...]
Karaniem nie oduczy się nikogo jedzenia (szkoda) , picia, defekacji, bowiem ośrodki nerwowe strachu i np. głodu są w dużym stopniu niezależne od siebie, a efekt końcowy [...]" ~ wikipedia.org








  • awatar sad girls smoke a lot: nie wiem czemu marzy mi się zjeść coś dobrego i zjeść te tabletki - jakby zjeść i nie mieć konsekwencji. We wpisie to był błąd, chodziło mi o 53.2 kg i 52.3 , dzięki że zwróciłaś uwagę, zmieniłam już.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
więc tak... Powiem, że jest dziwnie.
I na tym nie skończę.

Waga ni to staje, ni to się rusza (na moje szczęście zgodnie z prawem grawitacji - znaczy się w dół) ~ różnie bywa. Ciągle stosuje abc. Przyznam się szczerze, że jest mi o wiele łatwiej stosować konkretną dietę niż (tak jak to robiłam wcześniej) ograniczać się zupełnie we wszystkim, a na wieczór, na sam koniuszek któregoś z kolei dnia głodówki trafiać na szufladzianą zmorę np. kajmak czy mleko zagęszczone w tubce.

U mojej psychiatry dowiedziałam się, że rok temu miałam głęboką depresję i że naprawdę znośnie z niej wyszłam - tutaj znów muszę się przyznać, że czasem naprawdę nie umiem czytać samej siebie. domyślałam się, w końcu nie każdy ucieka z domu, wychodzi z mieszkania nocą w zimę w piżamie biegając boso po świeżym śniegu używając parapetu (tu należy wspomnieć, że nie mieszkam na poziomie ziemi...) czy też włazi na wysokie budynki tylko i wyłącznie po to by poczuć, że żyje.
Ciągle brakuje mi wrażeń, ale jakoś sobie z tym radze.

zaległe bilanse :

11. 134/150
12. 143/200
13. znaczy się dziś... nie jestem głodna. W ogóle nie jestem w nastroju do jedzenia. Wypiłam sporo herbat, z czego do jednej dolałam łyżkę soku (domowej roboty moich kochanych starszych) z malin więc liczę to jako ok. 20 kcal. Więc powiedzmy, że jest 20/400 kcal.

Waga na dziś rano : 43,4. OK. Znośnie. Musi być mniej. Choć i tak przyznam się otwarcie, że waga tak jak na tej dietce szybciej mi się spadała (może na Ducanie, ale to było 4 lata temu i byłam małym warchlaczkiem). I ważyłam prawie 30 kg więcej... Nie wrócę do tego. NIGDY.

Wyniki krwi i moczu są... gorsze niż myślałam. Szkoda gadać. Co prawda nie wyjdzie, że miałam styczność z przeczyszczającym raz czy dwa razy, ale dobrze też nie jest. Prawie wszystko jest źle. Na szczęście rodzice jeszcze nie wchodzą mi na głowę ~ tego by brakowało.

Porządnie biorę się za szkołę, bo poprzedni semestr przez moje ciągłe chorowanie to istna masakra. No cóż... wolałabym się nie przyzwyczajać.

I jeszcze jedno misie~ptysie. I nie pozwólcie światu zlizać swego lukru. Nie ważne jak byłby on kaloryczny.







Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dziś było zero. Co się w sumie mogło nie udać? ABC dzień :
10. 0/0

Leżę i myślę. Smyram po poszczególnych żeberkach, miednicy, obojczykach. Nie mogę przestać myśleć o dzisiejszym spotkaniu z psychiatrą. Prawie się popłakałam. Powinnam wreszcie zacząć .. A właściwie skończyć dopasowywać się do ludzi. Nie jest to żadne postanowienie. Po prostu nie jestem w stanie wyobrazic sobie siebie.. Za pięć, pff.. Za trzy lata. Musze zrobić coś dla siebie. Samej siebie. Bezradność mnie przyćmi. Ostatnio mam wrażenie jakby ktoś zaplanował sztukę, a ja jestem jedną spośród kukiełek. Musze trzymać się scenariusza. Tylko kto jest reżyserem?

Trochę brakowało mi mojej terapeutki, zwei mal na tydzień to niby niewiele, ale odczuwa się tego brak kiedy wyjeżdża się na ikś czasu poza własny ogródek ❁ . A jutro znowu badania krwi. Niby.. Przyzwyczaiłam się. Ale mam nadzieje, że nic tam nie wyjdzie do czego bedą mogli się przyczepić...

Zaliczony mam dziś spacer po parku (uwielbiam parki) ~ -175 kcal
Zapomniałam wspomnieć, że robię brzuszki ~ dziś tylko 80. Od jutra zaczynam prawdziwy crunch challenge.



No i dużo dziś płakałam. Może też poszło troszkę kcal?

Jutro mogę pochłonąć 150 kcal i pojęcia bladego nie mam co sobie wszamać, bo to w sumie całkiem dużo kalorii jakby nie patrzeć. Niby mam ochotę na nice~cream (wegańskie lody) z bananów na mleku sojowym czekoladowym, ale to pochłonie całe moje kalorie wiec odpada. Macie jakieś propozycje? Coś sprawdzonego? Np trzy posiłki po 50 kcal? ...




Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witajcie moje Niezapominajki. Wszystkie znajdujemy się w tym wielkim ogrodzie pełnym larw i motyli. Wznieśmy się do poziomu niemal boskiego, wzlećmy.
Osiadłam. A teraz jak zreszta wczesniej obiecałam
... czas na moje bilanse z abc:
1. 476/500
2. 410/500 ~aktywność ~ spacer (-267 kcal)
3. 256/300
4. 365/400
5. 98/100 ~aktywność ~spacerek (-130 kcal)
6. 180/200
7. 275/300
8. 0/400 ~ nawet nic nie piłam... Mowie nic. Znaczy nic. Nawet wody.
Dziś 9. 432/500 do 16: zero zero - nic (tzn. głodówka sucha = nawet bez wody), a potem (że wróciłam wczoraj w południe do domu, obiecywałam starszym dużo wcześniej ~ z grubsza licząc to wychodzi z jakiś miesiąc temu, że pójdziemy do miasta "coś przekąsić" i zawsze "coś wypadało" , musiałam sama spowodować żeby trochę bardziej mi zaufali) poszłam z nimi na sushi. I juz mnie prawie nie pilnują.. No może czasem. Jak skąś wracam albo coś się dzieje to jedno z pierwszych pytań brzmi : "Ile teraz ważysz?" albo "A waga jak?" bądź "Schudłaś?"...
Zresztą... to da się wyminąć. ♡
Wiec zjadłam zupkę miso, kilka sushi ~ nawet nie 6, to byłoby za dużo (ostatnio mam mało pojemny brzusio co bardzo mnie cieszy). Choć nie przeczę, że nie potrafię zjeść parudziesięciu na śniadanie (czyt. porcja rosłego mężczyzny bądź też... jak wolicie - porcja dla 4 osób ~ tylko to wtedy działa tak, ze w ciagu dnia jem same śniadanie...) ekhem. Wracając. Miałam chcicę i dużo "pozostałych kalorii" wiec pozwoliłam sobie na mała szklaneczkę mleka sojowego czekoladowego. Ale spokojnie. Jutro ma być zero.
Bardzo się zdziwiłam po powrocie do chaty, bo znowu schudłam i to chyba do 44. Znaczyłoby to mniej więcej tyle, ze moje bmi wynosi teraz 16.16. Nie jest złe. Ale musi zejść co najmniej do 15 coś. Jeszcze dodatkowo dowalił mi fakt i choć się ciesze to we mnie kipi ~ nie z zazdrości tylko ekscytacji, bo tez mocno bym tak chciała... Moja przyjaciółka została wyhaczona w sklepie przez dyrektorkę naczelną Elle na zakupach ze starszymi (była po pysznie pachnące mydełka do rąk dla mnie i moich przyjaciółek). Dostała cholera moja jedna szanse na zostanie ich modelka. Wavemodels. Jedna z najwiekszych agencji modelingu w Polsce. Rozumiecie to? Bo ja ... Tak. (Chciałabym powiedzieć nie...to takie niewinne).
Sylwester. To nie temat na dziś.
Nie zapominajcie o mnie Niezapominajki .

Pierwszy raz się całowałam z chłopakiem. 웃+웃=♡
...
I to nawet nie moim.
♡♡♡





Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
... Nie ukrywam się wiec dalej. Nie szukajcie mnie. Gra w chowanego dobiegła końca.
Nie ukrywam, ze od naprawdę długiego okresu nie mogłyście mnie tu zastać. Czas płynął dalej wartkim potokiem, myśli pięły się niczym bluszcz wzdłuż pnia dojrzałego drzewa, a ja wędrowałam gdzieś nieopodal ciałem, jednakże daleko duszą.
"Jestem okropnym ogrodnikiem. Znowu zaniedbałam moje kwiatuszki.
❁❁❁
Czas upłynął mi wartko, jakby uleciał z konewki. Ostatnimi czasy wszystko mogłabym przyrównywać do wody. Im mocniej próbuje ścisnąć ją w dłoniach, tym mniej jej zostaje.
Płynnie próbowałam uciec od tematu kiedy kilka dni temu dowiedziałam się o śmierci dziadka. [*] Fakt, że staram się nie reagować emocjonalnie spowodował, ze przez ostatni okres czuje się jak bestia o kamiennym sercu. Po prostu, a-emocjonalnie. Mawiają, ze żadna reakcja nie jest zła, ale nie po to człowiek jest obdarzony w emocje żeby je kryć i chować w czeluściach swojego małego ja. " ~13.10.2015
Jak słyszycie chciałam napisać szybciej ... Sama zagubiłam się w sobie. I gdzieś po drodze zmarł mi jedyny dziadek, a szala sprawiedliwej Temidy wskazuje równowagę. Pieprzona waga stoi jak stała. 45 kg. Czasem nieco mniej ,czasem nieco więcej. O dziwo na święta schudłam. U mnie to niby nie problem z wykonaniem ~ gorzej, ze ciało odmawia posłuszeństwa i tyje kiedy powinnam chudnąć, chudnie gdy powinnam tyć. Metabolizm to magiczna sprawa. Siedzi koło mnie akurat przyjaciółka czytając Harrego Pottera.
Pochwale się Wam kochane. Miałam okres. Po 6 miesiącach. W tamtym okresie codziennie rano jadłam (tak... Jadłam, ale z własnej inicjatywy) sushi, łososia czy tam krewetki ~ dużo kwasów omega 3 i 6.
Obecnie gdyby któryś z motylków był ciekaw jestem na diecie abc. (Bilanse wstawię jak osiądę w jednym stałym miejscu.) I szczerze nie wolno Wam brać mnie za przykład do spadku wagi. Przestrzegam każdego zalecenia (obecnie jestem na dniu 6 ~ 200 kcal, aczkolwiek narazie jestem " na głodniaka " - tylko na zielonej herbatce), zdążą sie nawet, ze jem dużo mniej (o ile 100 kalorii zaliczacie jako dużo ~ ja tak) i schudłam dotąd tylko 0,5 kg. Chodzimy kilka razy w tygodniu (namówiłam psiasiółe) po 8 kilomertasów. Ciekawa jestem co się dzieje. Ale ok. Każdy spadek masy ciałka jest dobry. Nażarłam się dziś przeczyszczaczy, bo od 5 dni się nie załatwiałam ~ a nóż to coś ruszy.
Nie wiem jaki ostatecznie postawie sobie termin, to nie ma znaczenia. Zobaczę równe 40 kg.
 

 
Aktorzy : Kapłan, Wszyscy

Scena I

Akt I - Obrzędy wstępne

Wszyscy wchodzą do kościoła. Rozbrzmiewa donośny dźwięk organów. Kapłan wchodzi na piedestał.

K: W imię Ojca i Syna, i Ducha Świę­tego.

W: Amen.

27 września :
"bieg" 11 km w czasie 1 h 24 min. ~ 430 kcal
W tamten weekend byłam w Warszawce na sztuce i choć wszyscy byli poinformowani, żeby nie zamęczać mnie jedzeniem, ze spożywam tylko i wyłącznie zupy i soki naturalne - poległam. Po spektaklu pojechaliśmy z paczką do znajomych.

K.: Pan z wami.

W.: I z duchem twoim.

Olbrzymie, pedantyczne mieszkanie w starej kamienicy z wysokimi sklepieniami. Niesamowite.

Akt II - Akt pokuty

K.: Uznajmy przed Bogiem, że jesteśmy grzeszni, abyśmy mogli z czystym sercem złożyć Najświętszą Ofiarę.

Dużo jedzenia. Zupełnie mnie nie ciągnęło, w sumie mogłam go nie ruszać.

K.: Niech się zmiłuje nad nami Bóg wszechmogący i odpuściwszy nam grzechy doprowadzi nas do życia wiecznego.

To moja wina. Jednak powiedzmy sobie szczerze "to nie wyglądało".

W.: Amen.

Nałożyłam sobie bezpiecznych produktów: sałatę, pomidorki koktajlowe i suszone, garstkę winogron i troszkę śliwek. Wciąż twierdze, ze był to błąd mojego wieczoru. A teraz psuje mi życie. Dopiero dziś się zważyłam.

Akt III - Wezwanie do Chrystusa

K.: Panie, zmiłuj się nad nami.

W.: Panie, zmiłuj się nad nami.

K.: Chryste, zmiłuj się nad nami.

W.: Chryste, zmiłuj się nad nami.

K.: Panie, zmiłuj się nad nami.

W.: Panie, zmiłuj się nad nami.

Nie miałam odwagi wcześniej. Waga wskazala dzis 46,5. Załamałabym się gdybym ujrzała więcej (a napewno bym to zastała ważąc się od razu po powrocie).

Akt IV - Liturgia słowa

K.: Oto słowo Pańskie.

W.: Chwała Tobie, Chryste

Dlatego jestem na głodówce od niedzieli. Wczoraj popełniłam lekkiego wykroczenia, a mianowicie wypiłam sok malinowy domowej roboty.

Akt V - Liturgia eucharystyczna

K.: Obmyj mnie Panie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego.

Jestem chora od kilku dni i ojciec (po kłótni, która w sumie była bezsensowna i moim zwianiu z domu, na którym troszkę za bardzo zmarzłam) zaproponował mi cieplutki słodki wywar.

Akt VI - Modlitwa eucharystyczna II

K.: BIERZCIE I PIJCIE Z NIEGO WSZYSCY: TO JEST BOWIEM KIELICH KRWI MOJEJ, NOWEGO I WIECZNEGO PRZYMIERZA, KTÓRA ZA WAS I ZA WIELU BĘDZIE WYLANA NA ODPUSZCZENIE GRZECHÓW. To CZYŃCIE NA MOJĄ PAMIĄTKĘ.

To była niewidzialna ugoda. I była to rownież wczorajsza porażka. Ostatnio zbyt często mi się zdążają.

K.: On to, gdy dobrowolnie wydał się na mękę, wziął chleb i dzięki Tobie składając, łamał i rozdawał swoim uczniom, mówiąc:

BIERZCIE I JEDZCIE Z TEGO WSZYSCY: TO JEST BOWIEM CIALO MOJE, KTÓRE ZA WAS BĘDZIE WYDANE.

Dziś znowu jestem na kilku filiżankach zielonej herbatki i kawie ze słodzikiem.

Akt VII - Obrzędy komunii świętej

K.: Pokój Pański niech zawsze będzie z wami.

W.: I z duchem twoim.

I bede to ciagnąć.

Postawiłam sobie nowy cel: 45 do końca tygodnia (musze, zmieniam szkołę na nową własne w poniedziałek - musze się zaprezentować), a do końca roku chce ujrzeć 40.

K.: Przekażcie sobie znak pokoju.

Kropka. Koniec kazania.

Akt VIII - Obrzędy Zakończenia

K.: Niech was błogosławi Bóg wszech­mogący, Ojciec * i Syn, i Duch Święty.

W.: Amen.

K.: Idźcie w pokoju Chrystusa.

W.: Bogu niech będą dzięki.
  • awatar A.Starving: halo halo zyjesz?
  • awatar A.Starving: @dazegardener: aaa to wreszcie rozumiem, co mi pisalas na PW ;) brawo, gratuluje przeniesienia ;D i trzymam kciuki za ten rok, bo nie bedzie latwo... No straszny, w sensie forma przerazajaca, czytalam go chyba 15 minut xD
  • awatar Gość: @Mishelle: chodzę chwilowo do II kl liceum, ale ze mam dosc powaloną klasę dostaliśmy możliwość na zaliczanie pierwszego semestru matmy na polibudzie... Tak to z grubsza wyglada. Ciężka sprawa. Wiec nie, nie studia ♡´・ᴗ・`♡ jeśli mam byc szczera, to pierdzielenia nie było aż tak dużo jak sie tego spodziewałam. Musiałam tylko zrobic dobre wrażenie na dyrektorce szkoły, do której przechodzę, pokazać jej kopie swiadectw, osiągnięcia ... i przenieść tam oficjalne dokumenty kiedy mnie przyjma. Inna kwestia to fakt, ze przechodzę do profilowanej wiec musze jeszcze ogarnac mundur, no i zaliczyć przedmioty, których nie miałam w moim lo. Wgl.. @A.Starving ... Straszny ? Ps. Nie dostałam skrętu kiszek.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Zaniedbałam mocno moją internetową doniczkę. Przepraszam roślinki
(❁´◡`❁)

Minęło kilka spotkań z Panią Psychiatrą i za cholerę dalej nie mam pojecia jak ma na imię. Mialam napad. Bardzo dawno temu. Ostatni raz. I wiecej tego nie zrobię. Nie chce czuć juz smaku krwi w ustach.
Waga stoi. Nawet sie nie wacha. Kiedy podskakuje tańczę, biegam, chadzam na długie spacery z psem.
Oficjalnie i nieoficjalnie wychodzę z głodówki. To naprawde dziwne uczucie. Pije świeżo wyciskany sok jabłkowy, grejpfrutowy (choc jest cierpki i go nie znosze), od czasu do czasu musze zjesc zupę warzywną, krem lub wywar. Dochodzą do tego herbatki, kawki, papieroski. Całkiem niezłe przedę.
Przeziębiłam sie przedwczoraj i chrulam. Tak jak 1/3 mojej kochanej klasy. W sumie to tylko kilkoro z tych uczniów można nazwać kochanymi ♡´・ᴗ・`♡
Dzis było mi przykro, bo chłopak, S, ktory bardzo mi sie podoba naprawde zle sie czuje. "Łeb nawalał " podobno (●´⌓`●) rano przyszłam na zajęcia zmarznięta, chwile pogadałam z klasa i widziałam, ze odszedł zeby posiedzieć sam w ciszy. Usiadłam obok. Tykłam zmarzniętym paluchem w glowe. I po prostu sie uśmiechnęłam. Zeby poczuł sie moze choc odrobinkę lepiej. Bardzo bym tego chciała. Chwile porozmawialiśmy nikomu nie przeszkadzając. Zazwyczaj należę do tych cichych, którzy nie podniecają sie byle jakim tematem rozmowy... To naprawde pomaga w życiu. Naprawde mi na nim zalezy. To pierwszy chłopak, ktory tyle dla mnie znaczy. Nigdy nie miałam "chłopaka chłopaka ", ale wiecie ... Takiego kogos. To sie czuje. Oczywiście nic nie wie, choc czasem mam nadzieje, ze sie domyśla, bo w moim towarzystwie wstydzi sie poruszać tematów fajnych cycków lasek, choc traktuje mnie tez troszke jak przyjaciółkę. Leci czasem tekst na zabawny podryw, zerkanie, a kiedy jest jakas rozmowa coraz cześciej przyłapuje go na tym, ze choc mowi do wszystkich informacje przekazuje mi ♡ To miłe. Nie wyglada, ale jest naprawde uroczy.
Jej, ależ... Hahah, zacielam sie na jednym temacie. Pamietam, ze kiedy byłam na imprezie z przyjaciółmi spoza miasta opowiadałam o Jego nosie przez dwadzieścia minut. Ale ogolem słabo pamietam tamta imprezę.♪└(☼‿☼)┐♪ Słabo tez ją zniosłam.
Czasem chciałabym podejść do S i zapytać czy moze nie chciałby byc moim chłopcem. Sprawa sie komplikuje kiedy wiem, ze po pierwsze do klasy chodzi chłopak: K, ktory juz mi to proponował. Niekomfortowa sytuacja. No i po drugie ... Zmieniam szkole. To niby nie powinien byc problem. Dzis poszłam z K (mamy dwóch K w kl, dzis byłam "nie z kochasiem" , dwaj to moi przyjaciele, ale tylko z tym K moge sobie zapalić) na herbatkę do Starbucksa. Dowiedziałam sie, ze S chce studiować w Seulu, a sama o tym myslalam. Poważnie. Wiem , ze nie chce zostac w Polsce. Niby nic do niej nie mam, ale nie chce. Bez szału. Zastanawiałam sie tez nad Tokio, ale jeszcze mam czas na myślenie (jeszcze całe 2 lata liceum, choc juz w tym zaczną sie próbne maturki).
Trzymajcie za mnie kciuki. Moze dzis jeszcze uda mi sie popisac z S o Seulu. Tylko najpierw musze to z Niego wyciągnąć zeby nie było, ze kurde "ale w sumie.. Skad to wiesz ? ".
Sa u mnie Niemki z wymiany i jest niemałe zamieszanie. Moze znów zacznę pisac cześciej i pielęgnować moje internetowe korzenie ? Księżniczki powinny dbać o swoj ogród.
Trzymajcie sie chudo Marylki i zapraszam na wspólnie latanie po moim zaczarowanym ogrodzie (❁´◡`❁)








 

 

Wczoraj bylam nieobecna. Byłam na 2 godzinnym 10kilometrowym spacerku z psem. Po drodze wstąpiłam do takiej przydrożnej, no moze ..nieco oddrożnej kawiarenki. Dzbanek prawdziwej zielonej herbaty podczas prawdziwego poczatku jesieni. Jesień o tej porze jest ... Właściwie jest jeszcze lato.
Ojciec zabrał psa na działkę, dzis dojeżdżają do niego matka z kotem. A ja znowu zostaje sama. Wreszcie. Doczekałam sie. Z jednej strony chetnie pojechalabym ze starszymi na działeczkę, ale ... Mam czas. I bardzo lubie byc sama. Miedzy innymi sama w domu.

Bilans (wczorajszy) :
*woda
*herbatka zielona (kilka filiżanek) , malinowa, z dwa kubaski białej jagodowej
*kilka słomek zmieniających smak mleka (ja je wypijam wkładając do gorącej wody, a potem i tak mój organizm nie przyjmuje dużych stężeń cukru i wymiotuje mimowolnie nawet jak nie chce, po prostu zaczynam naprawde źle sie czuć ~i nie chodzi o poczucie winy)

Dzis z samego rana byłam na spacerze po lesie przy polibudzie, kocham takie tereny. Poranny świergot ptaków, brak żywego ducha dookoła, promienie słońca przebijające sie przez wczesnojesienne liście. Zapach drzew. Czuje sie jakby gdzies w oddali trwala wojna lub apokalipsa, a ja uciekam przed wszelkim złem świata przygotowując sie psychicznie na najgorsze.
Nawet nie wiecie jak intensywnie ostatnio mysle by wyrwać sie w góry.

Zastanawiam sie czy trzymać sie wychodzenia z głodówki. Dokładnego. Zabrzmi to głupawo, ale posłuchajcie mnie, dopiero pozniej oceniajcie. A 2. opcja brzmi następujaco : obłupić sie po
zęby w pizze, słodycze, sery i inne przegrychy i wszystko na co tylko mam ochotę, po czym wszystko zwrócić i ważyć tyle samo (prawie nigdy nie tyje po napadach). Ostatnio niestety przychodzą mi takie myśli.
Takie problemy ...
Niby wiem co powiecie, ale .. poczekam na oficjalna odpowiedz.

Problemem jest dodatkowa matma na 18 , no i lekarz, ale to to w trakcie dnia. Jeżeli zdecyduje sie objeść zrobie to na noc. Tylko kurczaki... Głupio mi. Czuje sie z tym nie w porzadku.





  • awatar martysia1998: Hej,chcialabys dolaczyc do grupy/konfy motylkow na fb? Jesli tak to napisz do mnie na gg- moje gg to 41458354 ;)
  • awatar chocogirl: kurde, malutko jesz ;\ powodzenia dalej ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Podtapiać się pod natłokiem własnych myśli. Czuć ciążące szemrzenie w lewym uchu. Drętwienie w klatce piersiowej. Gdy suchość w ustach przypomina uschnięte z tęsknoty za wolnością serce.

Wstałam. Za późno. Podświadomie wyłączyłam budzik. Miałam byc na nogach o 5:30, 5:50, a ja dalej pod kordełką moją najukochańszą. O dziwo zdarzyłam ze wszystkim. Ponownie pobrali mi krew z rańca, z lewej ręki tym razem. Teraz mam symetryczne siniaki po obydwu stronach. Tamtejsza piguła to dopiero nazywa sie prawdziwa perfekcjonistka. Moje cudeńka obrały dzisiaj głęboką zieleń morską. Elegancja Francja.

Pozytywnie. Obudziłam się ważąc 45.0. Prawdziwa księżniczka. moge juz nosić diadem. Zastanawiam sie czy nie mam ochoty zostac królewną ... Tylko, ze to kolejny marmurowy stopień w szklanym pantofelku do 44kilo i królewskiego bmi ~16,16.
Postaram się. Musze stawiać sobie drobniutkie, wręcz maciupkie cele, bo duże bardzo obciążają psychikę. Wogole wieczorkiem ponownie byłam u psychiatry i niedługo rozpocznie sie terapia. Mam nadzieje, ze bedzie ciekawie. Oby...

Bilansik (obiecałam starszym, ze jak dojdę do 45 zacznę jeść w sposob jakbym wychodziła z głodówki choc i tak to złamałam) :

*woda
*3herbatki owcowe
*chai tea latte na mleku 0,5% (bez sensu, ze nie mieli 0% w sturbucksie) ~150kcal [duzio za duzio]
*miseczka wywaru kapuściano-warzywnego ~20kcal

Po czym rzuciłam sie na lodówkę, ale wszystkiego sie juz pozbyłam. Fuj fuj fuj. Ochuda, wstrętne.

Że z ojcem końcowo byliśmy wszędzie za wczesnie skończyliśmy na deptaku, spacerniaku (jak kto woli) przy plaży. Bardzo dawno tam mnie nie było. To był plan taty i to był swietny plan. Skubaniec ma niezłe pomysły, a ja z tego skorzystałam.

Aktywność :

Ponownie spacerowe 10km ~300kcal

Tym pozytywnym wydźwiękiem koniec na dzis, sie w sumie znaczy na wczoraj *.









Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Waga stoi jak głaz. Jestem walonym głazem. Istniała jakaś kamienna księżniczka ? Gargulce ? Nie, nie sadzę...
Wracając //

{ że dawno tego nie pisałam... }

Bilansik :

*woda
*5 herbatek (3 x owce leśne, tak bede na nie od dzisiaj mowić; zielona chińska i podajrze korzenna)
*10 papierosków, dawno nie tykałam swoich cudeniek ( czas najwyższy nadszedł )

Aktywności :
10+ km spaceru z psem i łażenia po mieście ~ 350kcal
4,5 h matematyczki - 45,6kg*0,025*270min ~ 307kcal ( znalazłam jakis naukowy artykuł o spalaniu kcal podczas codziennych czynności w dokładnym przeliczeniu na minuty biorąc pod uwagę masę cielska - niby troche wymuszony ten kalkulator, bo nigdy sie tego nie brało pod uwagę, ale jak juz znalazłam... ).

Ogolem dzis rano byłam wściekła. Spodziewalam sie 45.0 a nie .. Głazu. Cholernego głazu.

Miałam dwa dni temu pełno badań, pobieranie krwi i wyszedł niemały klops, bo cos mi jest. I albo mam cos z tarczycą (to wtedy i tak najlepsza opcja) to spoko, ale moge miec po ojcu gen, ktory w sumie .. U kobiet prawie nie występuje. Prosto z mostu ~ hemochromatoze. Juz nie bede tłumaczyć co to za szajs, ogolem z grubsza - organizm nie wydala żelaza z organizmu a ty siedząc nawet przy metalowym płocie pochłaniasz go przez skore w maciupeńkich drobinkach, niewidocznych. Nieuleczalne. Rak wątroby - 200% szans wiecej od mugoli. Dupa. Ratunkiem jest albo pochłanianie żelaza za pomocą czegoś tam co tez pobiera inne pierwiastki i minerały, rozwala mikroflorę (której tez mam dużo mniej) - juz mam wszystkiego niedobory, to by wykończyło zupełnie - szpital i raczej .. Nagrobek. Lub pobieranie 0,5l krwi - pozbywając sie żelaza - co 1 do 3 miesięcy (w zależności od stopnia zaawansowania choróbska) tyle, ze klops - nie można pobierać jej w moim wypadku ~ to działa tylko dla ludzi +50kg. A wiadomo, nie pozwolę sie sobie roztyć.
Pozytywnie. Pokłóciłam sie wgl ze starszymi. Bajka.

Jutro mam (znowu) pobieranie krwi . Po prostu kurwa ...
Ładna pogoda dzisiaj .







  • awatar chocogirl: to ja nie umiem dnia bez fajek wytrzymać.. ;\\\ zazdroszcze wagi powodzenia, trzymaj sie ;))
  • awatar to the bones ♥: Dlatego ja wole sie nie badac.. Zazdroszcze wagi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Moje malutkie ...
Ostatnie dni były dosc , ehm, inne. Od tego w sumie powinnam zacząć.
Opisze je moze pokrótce (nie do końca wszystko pamietam), pewnie i tak nikt nie chce tego czytać.

03.IX
Pierwszy dzien polibudy. Jak było? Całkiem w porzadku. Jestem niezła. I babka (prowadząca) tez juz wyrobiła sobie o mnie takie zdanie wiec jest ok. Tak miało byc. Wszystko doskonale zaplanowane. Koniec zajęć wyjątkowo szybko, bo ok. 11. Wiec ogolem - caluteńki wolny dzien.

Tutaj musze sie przyznac do skruchy, rzuciłam sie na wszystko co jadalne w lodowce, nawet jeśli sie ruszało ... Ale wszystko zwróciłam (niestety - w takich momentach powracają stare nawyki i Mia - przynajmniej bilans ok. 0 kcal), potem lyknelam kilka przeczyszczaczy (ktore nie podziałały jak powinny działać) i poszłam pobiegać. Z tego co sie okazało ( i było do domyślenia ) zupełnie zanikły mi mięśnie. Zamiast biegać jak kiedys, co najmniej 45min, potruchtałam 15 (i to jeszcze z dziesięcioma przerwami na trasie...), byłam przemęczona jak bura suka.
Ostatnimi czasy przy okazji mogłabym tylko leżeć, drzemać i spać na zmianę, zupełnie na nic nie mam ochoty, brak sił. Anemia? Możliwe.
Poszłam wiec po "pozbyciu sie żarła" spac na 12h aż do następnego dnia - przyszedł czas na kolejne zajęcia na uczelni.

04.IX

Zamiast przytyć i załamać ręce schudłam 1,1kg w ciagu snu. Ile końcowo wazę? Z tego akurat jestem najbardziej dumna. Ale preferuje opcje : najpierw gorsze, dopiero potem zle informacje (tutaj zmieści sie też krótka wstawka na nienajgorsze wieści ).
Tego dnia po powrocie znowu miałam napad na pożywienie i znowu pozbyłam sie wszystkiego. Ohydna ja. Obrzydliwe myślenie. Fu. I tak nie przytyłam. Spałam znowu od popołudnia - znowu schudłam - niestety niewiele.

05.IX

Dzieki wczesnemu kładzeniu sie, budzę sie jak skowronek, cała w skowronkach. Umówiłam sie z ojcem na poranne badania krwi, ile tego cholera było. Serio. Zaczęło sie dosc nieciekawie. " Żyły wiotkie jak ich właścicielka "... Babka nie mogła mi sie wbić z żadną żyłę. Bolało troszke tylko. Zdrętwiała mi cała ręka i nie mogłam otworzyć pieści jak piguła mnie o to poprosiła. Jutro wyniki. Sympatycznie. Oj.
Rodzice wybyli, ja poszłam z kumpelą do kawiarenki (wzięłam pyszną herbatkę rozgrzewającą).
Dzis tez miałam atak na jedzenie, zwykle sa to trzy dni wyniszczające ogranizm i koniec. I tak.. Zwrócone. ~0 kcal. Glodowka.

Kotek zasnął mi na nogach. Malutki. Kochany. Puchaśny. Taki jaki ma byc.



Poszłabym spac. Kurcze. Nie.
Dobrze wiec, waga na dzis : 45,6.

Ładnie. Prawie jestem na mecie, choc niechybnie meta sie przesunie.










 

 
Pierwszy dzien szkoły. Ponownie czuje sie jak duży przedszkolak.
Wstałam pioruńsko zmęczona - znowu nie mogłam zasnąć pomimo wspomagaczy nasennych, a kiedy juz zasnęłam obudziłam sie trzy razy.
I tak nieźle na tym wyszłam. Bywa, ze budze sie cześciej. Czasem naprawde mam ochotę powiedzieć "pierdolę - nie robię" , tak tez było dzis rano.

Bilans :

*woda
*4 herbatki
*2 łyki czarnej kawy (resztę wylałam, była jak zwykle - wstrętna)
* buletka coli light ~2kcal (pomińmy fakt, ze szczerze nienawidzę coli, unikam od dzieciństwa jak ognia - musiałam wypić cos innego od herbaty w czym poczulabym słodki posmak)


Lodowate dłonie. Lubie je. To czesc ciała, która od zawsze mnie zadowalała. Widoczne paliczki, wystające kosteczki. To jest to.

Dzis jest mi wyjątkowo cieżko. Zaczynam robic sie głodna. To nic złego. Tyle, ze ... Na poważnie. To .. GŁÓD. Krwiożerczy. Juz nie chodzi o początkowy fizyczny głód. Budzi sie glod psychiczny.

Boje sie zeby nie zacząć rozczulać się nad sobą. Za chwile zacznie sie ... " Mozesz wypić mleko 0% ", "Wypij troszke zupy, to jarzynowa - mało kalorii" , "zrób sobie wywar z kostki rosołowej"... I w ten sposob zawsze kończy sie moja wielka glodowka.. Chyba, ze przestaje myślec logicznie. Tylko, ... Wtedy pożeram wszystko na mojej drodze. Płacząc i bijąc sama siebie nie jestem w stanie powstrzymać ... Tego. A czuje, ze nadchodzi.
Nie chce byc ponownie przedszkolakiem w działaniu. Robic to co powiedzą inni, bezgranicznie ufać starszym specjalistom, nie spytac, a potem mechanicznie powtarzać działanie latami.

Boje sie . Boje sie tego dnia.


Dopiero wtedy uświadamiam sobie, ze jestem uzależniona od jedzenia.
Musze pokonać to uzależnienie. Jak każde - szkodzi.
  • awatar paulixi: Dasz rade ^^ Ja nie jestem taka silna jak ty, nie potrafię sb odmówić "przyjemności" :c Chociaż....od 1 mi sie nawet udaje
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie wspomniałam wczoraj o bilansie :

*kilka herbatek (sama nie wiem ile do końca
*dwie duże chai tea latte (niesłodzone) na koniec dnia - pod sam wieczor

Spalone ~1300 kcal .

***

Tak króciutko wspomnę, ze to okropne uczucie (i jednocześnie duma) kiedy rozmiar 34 jest na ciebie za wielki w pasie, a mniejszych nie produkują ... tylko, nosz kuźwa mać. - myslalam, ze im tam zejdę.
No i przez mysl mi wtedy przeszło "kurde, niecałe dwa lata temu nosiłaś 40-42, zeby tak zejść o 10 rozmiarów. Podziwiam Cie laska" . Rozmiar 'zero' - pasuje jak ulał ^^


Dzis miałam za to bardzo męczący, jednocześnie siedząco-pierdzaco-w-stołek dzien.

... nie wierze ze to napisałam.

Wstałam z myślą "ostatni dzien wakacji" - musze to wykorzystać. Wychodzę z pokoju (chciałam pójść pobiegać, a potem troche poskakać na skakance) a na kanapie siedzi matka z sałatka owocowa, która im wczoraj zrobiłam. Mindfuck.
- Co tu robisz ?
- A wzięłam sobie wolne

...

No. To tego. Ładna pogoda dzisiaj kurwaść.
Niby potem poszła na hennę, pazury i sklepy na cały dzien, ale jak mi babsko od samego ranka przypominało o sprzątaniu pokoju "bo wczoraj o tym wspominałam" to glowe w myślach jej odrywałam i rozszarpywałam.
W sumie polowe dnia sprzątałam.

Bilans :

* szklanka h2o
* herbatka miętowa
* chai tea latte na mleku 0% z dwoma łyżeczkami cukru ~ 65kcal

Aktywność ... 2h układania, sortowania i przekładania po szafach (ubrań i innych pierdół) ~300kcal
oraz
Układanie, sortowanie, przenoszenie książek - i nie tylko (rownież czasopism, mang, gazet) przez 3h ~650kcal ( to sie liczy jak układnie dokumentów, tylko cięższych ..i to sporo cięższych )

Spalone ~950kcal.


Pchlynanoc .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Wrocilam w koncu do domku.
W aquaparku było zabawnie. Bardzo sie zmienił od ostatniego czasu kiedy tam bylam. Kojarzy mi sie z wypadami z przyjaciolkami za czasów wczesnego dzieciństwa i moim ojcem. Kiedy wracaliśmy byliśmy pioruńsko głodni, zawsze zajeżdzalismy "w nagrodę" do McDonalda. Przyjemne wspomnienia.

Wreszcie mogłam porozmawiać z kumpelą, fajnie tak od czasu do czasu z kims ... Naprawde udany wypad. No i spalone 300 kcal. Kolejne 300kcal spalone na przejściu ok 9km po mieście i po kilku sklepach w galerii.

***

Nie wiem w sumie jak dokładnie przeliczyć bilans.
Wypiłam troche kompotu z wiśni i czereśni, po czym zrobiłam sobie wywar z kostki rosołowej - zjadłam siedem łyżek i pobiegłam do toalety. Żołądek nie zostawił po mnie suchej nitki. Nie chciałam tego robic. Nie był to napad. Brzusio nie chciał tego przyjąć. Nie wiem jak to wyjaśnić, moze powoli przestaje tolerowac cokolwiek. Czyżby płyny ..tez? Robi sie dosc groźnie.

Aquapark. Woda. Czułam sie syrenka. Piękną blondwlosą leciutką syrenką.

Mam wodę w lewym uchu. Zatapia moje myśli. Boli.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Bilans :
Woda z sokiem z cytryny (prawdziwa lemoniada bez cukru )
Herbata - zielona,miętowa

***
Ćwiczenia na ramiona, pupę i ogół łapek z Ewą Chodakowską.

Obecnie czuje, ze zdecydowanie zbyt wczesnie wstałam. Mogłam sobie pozwolić na dłuższy sen.
Włączyłam sobie TV na "Ewa Chodakowska #BeActive". Całkiem fajny program. Mogłabym to zaczac oglądać. Pocwiczylam trochę z Ewką, dowiedziałam sie troche o alko - kaloryczna bomba. Świństwo jeżeli chodzi o kalorie. Leci wlasnie klinika urody - akurat za nią nie przepadam wiec krzątam się po pustym domku. Czekam na "Wiem co jem". Lubie sposob w jaki Kasia Bosacka prezentuje żywność i produkty.
Zastanawiam sie czy nie zrobic w niedziele obiadu dla starszych. Wiedzą, ze ja i tak nie zjem, a przynajmniej ich troche uszczęśliwie. Posprzątam dom. Bedzie fajnie. Postaram sie.
Umówiłam sie dzis z dobra kumpelą do aquaparku.
Po pierwsze musze sie pochwalic jak schudłam.
Po drugie chce zeby mi troszke pozazdrościła i zeby miała energię dalej chudnąc (kiedy jeszcze chodziłyśmy razem do klasy poznaliśmy sie od strony pro-ana , pro-mia... ). Fajnie, ze na nią trafiłam. Ostatnio jest mi jej żal, bo zupełnie nie kontroluje Mii, dodatkowo wplątała sie w alko, a w wakacje wychodziła z depresji. Cieżko , naprawde cieżko. Jest zmotywowana by schudnąć - tego jestem pewna. Dlatego moze ja zmotywuje jeżeli mi sie uda.
Po trzecie spale troche zbędnych kalorii.

Wczoraj piłam tylko herbaty, dzis tez sie postaram. Waga troszke ruszyła ( w dół oczywiście ), mało ale zawsze. Pochwalę sie jutro. Zeby był "efekt". Tzn wielkie wejście.
O! Leci "wiem co jem" o wypróżnianiu. Trafili w temat ...
 

 

Ostrzegam przed przeczyszczaczami. Nie chodzi juz o to czy działają i jak działają. Raz na jakis czas to naprawde niezły sposob... W moim wypadku nie wypaliły niestety w pełnej mierze pozytywnie - prawdopodobnie zupełnie zanikła moja flora bakteryjna a przez jelita przelatuje woda. Padają mi powoli narządy. Serducho bije nierowno, choc nie chciałam namawiać sie arytmii. Jelita padają, nerki rownież. Koncentracja i energia to jakis żart.
Jak widać bywają zle strony bliższej znajomosci z Aną. Jest jak jest i tyle. Dalej to moja świetna kumpela. Dobrze słucha.

Kolejna minuta.

Wogole kurde. Musze troche jeszcze schudnąć z nóg. Sa ok. Ale no kurczaki. "Ok" brzmi tak jakos... Słabo . Dobra. Chyba nie mam nastroju. To przez odwodnienie.


Zimno mi. Cholera.


Ostatnia sekunda.

  • awatar Mishelle: zabawa przeczyszczaczami to jednak już Mia, a nie Ana
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kolejny dzien.

Cholera, chciałam cos dzis zrobic i dupa. Teraz to nie chce mi sie nic a nic. Myślenie niegodne motylka. I pomysleć, ze jestem w stanie w trakcie swojego "całkiem dobrego" dnia przebiec 10-12km.
Dzis rano matka mnie obudziła i dała jakies prochy. No i podsunęła kompot ze świeżych jabłek pod nos. Na szczęście wyczułam, ale mało brakowało.

Waga przez te durne wczorajsze wywary stanęła, a na to pozwolić nie mogę. Szczegolnie, ze narazie mam pozwolenie chudnąc - umówiłam sie z ojcem. Tyle, ze jeżeli nie schudnę szybko (np w wypadku jak waga stanie) to ojciec pomyśli, ze juz schudłam "ile chciałam na poczatku" i teraz obniżyłam wymarzony próg wagowy " jak anorektyczka jakas". Troche sie tego boje. Od kilku dni ze mnie leci, drugi raz juz dzis wypiłam xenne, zeby na wszelki wypadek wszystko ze mnie wyszło. Moze jeszcze dopije senesem, to sie jeszcze okaże. I bez tego ze mnie leci.

Kolejna godzina.

Jak narazie wypiłam 6 herbatek (2 zielone, 3 meliski i xenne).
Mam tego dosc, ale jak pomyśle o wadze, która nawet nie drgnęła to.. Głos mi sie załamuje. Tak... Tak nie moze byc.
Wczoraj wieczorkiem byłam z siebie dumna. Mama powiedziała, ze wyglądam na 45kilo i sama nie wie do jakiej wagi dążę. Ale nie chce jej tego mowić, bo znowu pierdolca dostanie albo co gorsza sie popłacze i nic nie zrobie. Nie znosze brania na litość. Sprawdzony ale i oklepany sposob. To częste dla matek, babć ...

Nie chce mi sie isc do apteki. Dzis księżniczka przykwitła do tronu.

Oglądam Harrego Pottera. Ostatnia czesc. Jest niesamowita. Mam ogromny szacunek do tej historii. Do autorki. Do postaci. Piękna opowieść. Moje ukochane postacie :
Luna i Malfoy.

Czasem naprawde nie wiem czemu pałam do nich taka sympatia.
  • awatar dazegardener: @A.Starving - Hah, milo mi to bylo uslyszec. W sumie.. To przeczytać. Nieczęsto sie to słyszy. Naprawde jestem wdzieczna. Zabawe z senesem (konkretnie xenną) zaczęłam dwa dni temu.. Nie przepadam za przeczyszczaniem sie. Dlatego tez spróbowałam jej dwa razy i narazie odpuszczę. Przynajmniej na ten moment. A co do priva, smialo, jak masz jakies konkretne pytania to można podajże wysyłać tu korzystać z tego. Na Pingerze akurat jestem świeżakiem wiec ... Jeszcze wszystkich zakamarków nie zwiedziłam :) ale smialo, pytaj . Czekam
  • awatar A.Starving: Jezus, naprawdę jesteś na 47kg z 72? podziwiam Cię, naprawdę - trzeba mieć niemało samokontroli i nadziei...ale też rozumiem, czemu teraz powoli wszystko Ci pada. Moje jelita po 9 prawie latach pseudoodchudzania też ledwo zipią, ale też nie katowałam ich tyle senesem. Jestem ciekawa Twojej historii, może skrobniesz mi co nieco na pw? ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

#3

Zamiast pójść do szkoły (tak, musze juz chodzić do szkoły - moja klasa to projekt, a teraz- w wakacje, kiedy ludzie maja poprawki mamy przygotowania do politechniki- pomińmy fakt, ze ide dopiero do II liceum...) zostałam w domu.


***

Zamykając oczy chce zniknąć. Po prostu zniknąć. Rozprysnąć sie. Czuje sie jakbym miała pec na tysiące małych kawałeczków.
Wczoraj nic nie jadłam i dzis w sumie tez bym mogła, ale nie mam juz na nic zupełnie siły, zupełnie. Podnieść ręki, przenieść cos czy wstać. Chciałabym przespać kilka następnych dni. Do końca wakacji w każdym razie. Byle nie zemdleć. Bo ojciec powie "a nie mowilem", bądź co gorsza - nic nie powie. Zajebiscie.
Wyszłam dzis na dwór z psem. Miało nie byc zimno ... "Lato" . Cholipka. Zdrętwiały mi palce. Ogolem dosc chłodno.
Poszłam dzis jeszcze do biedronki - zawsze kupuje olbrzymie ilości gum do zucia (w moim przypadku do zycia). Bez nich nie dałabym rady na końcówkach głodówek. Niestety jest w nich jeden haczyk. Zjesz za dużo i masz srake jak ta lala. I to nie byle jaka. No. "W najlepszym razie" wzdyma człowieka jak bańkę.
Znowu śnił mi sie paskudny sen. Miałam napad na jedzenie i to nie byle jaki. Zjadłam kilka kawałków pizzy, potem burgerów a kiedy przyszło mi nazywać sie księżniczką zapiekanki zapukała matka i na całe szczęście mnie obudziła. Naprawde byłam jej za to wdzięczna. Rozbeczana wstałam i sie do niej przytuliłam. Jak do mamy. Musze tylko sie w nią wtulać, bo inaczej bedzie mi macać zebra na plecach. Gdyby to był ktos inny to niech se maca, zwisa mi to, ale ze mama bardzo sie tym przejmuje to wolałabym zeby sie bardziej nie zamartwiała.

***

Bilans :

*woda
*herbatka (ostatnio odnowiłam znajomość z melissą) x2
*wywar z zupy jarzynowej (bez całego tego syfu, bez warzyw, czy innych zbędnych węglowodanów) ~20kcal
*troszke wywaru z takiego jakby rosołu (rodzaj włoski- dodaje sie do niego groszek, dodaje posmaku- oczywiście groszku nie brałam do ust nawet) - ale po kilku łyżkach poleciałam do toalety. Mam teraz tak malutki żołądek, zupełnie nic a nic nie mieszcze - pozwolicie ze tego do bilansu nie zaliczę
*pol małej szklaneczki mleczka 0% z łyżeczka cukru - tu poległam, mogłam wybrać słodzik, ale kiedy zakręciło mi sie w głowie po raz juz tysięczny dzisiejszego dnia i otoczyła mnie czerń. Ratunek. Jakikolwiek ... Pierdoła sie tylko usprawiedliwiam. Ależ ze mnie księżniczka ..pff ~30 kcal
*kilka paczek gum do żucia

End : 50kcal
Sromotna klęska. Jeszcze przytyje i dostanę to co mi sie należało za to obżarstwo 4 lata temu ...

***

Kurde, nie pamietam żebym jadła cos o stałej konsystencji. A nie ! Pamietam. Ale to był sen...

Dobra. Od dzisiaj jestem księżniczką i macie mnie nosić, ot co! Nie wazne czy zapiekankową czy Bóg wie jaką.

Niedługo pozwolę sie nosić. 45mięcha to juz nie tyle co kiedys ...

Postanowione. Jutro sie zważę


image.jpg // miałam tu wstawić zdjątko, jakies śliczne pale, ale tel wstawia mi miniaturki. Niedobry telefon.

***
 

 
Niby ten sam dzien i drugi wpis ... Zaszaleje. Wlasnie sie myje. Znaczy planuje. Kurde, mam po herbatce przeczyszczajacej zawalony brzusio. Ale i tak swietnie ! Wazne zeby schudnąć. Przeczyszczenie mnie złapało to dzis schudłam na 100%. Jutro sie zważę z rana. Ot co! (Jakbym nie robiła tego codziennie). Resztki napadu bulimicznego sobie wyjdą. Wreszcie wyjdą. Pierdolone "resztki". Przepraszam z góry. Poniosło mnie. Zwykle staram sie ... Nie wiem, jakos tak, zle sie czuje przyklinajac, rzucając mięsem. Wole inaczej wyrażać emocje.

 

 
Kurczaki.
Dziś miałam któreś już spotkanie z psychiatrą. Za każdym razem nową. Zawsze jest z nimi coś nie tak. Pieprzą od rzeczy albo przepisują nie te proszki. Serio. Bywało i tak. Porażka. Tak to jest kiedy idzisz na spotkanie z babką ledwo przed emeryturą. W sumie to naprawdę smutne jak łatwe jest przepisanie człowiekowi tak ciężkich leków (babsztyl przepisał mi psychotropy na bulimie i depresje, cholera...Kiedyś by zadziałały. Bulimię mam za sobą-z malutkimi napadami co kilka miesięcy, ale... nie ma leków na anoreksje kuźwa mać).
Zaczynałam 4 lata temu z 72 żywego mięsa (na ówczesne 160cm). Teraz jest 47kilo na 165. Jestem na baaardzo długiej głodówce, uwierzcie, bardzo długiej. I powoli pada mi organizm. Oczy drgają, mięśnie padają, nie mam siły nigdzie chodzić i nic a nic robić. Ewentualnie oglądać tv czy siedzieć przed lapkiem. Ale tak bywa... i bywało.
Waga docelowa 45, ale może troszkę ją jeszcze obniżę.
BMI wyjdzie mi wtedy 16.53 (kochane i cudne wychudzenie) - z którego będę dumna jak paw.
zastanawiam się czy nie zmienić klasy. Pogłębiła moje kompleksy i czuję się w niej fatalnie (nawet sama ze sobą). Pobędę jeszcze miesiąc, potem zadecyduję.

  • awatar chocogirl: kurde nie głoduj sie tak :cc
  • awatar mustbeskinny: Witam, mam taki sam cel, zapraszam do wspólnego głodowania :)
  • awatar wyrd: Wiesz, że jak padniesz to nie nacieszysz się chudością, ani nie będziesz miała kiedy być z niej dumną? Podładuj baterie, albo chociaż łykaj jakieś witaminy. Ale wagę masz ładną.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›